Modlitwa do Ducha Świętego

Będąc ostatni raz przed śmiercią wśród swoich uczniów Pan mówił: „To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,25-26).

Chrystusa nie można po prostu rozpoznać i przyjąć. W Duchu Świętym Syn Boży stał się człowiekiem i w Nim jest teraz między nami. Oznacza to nie tylko wielką tajemnicę wykraczającą poza możliwości naszego rozumu, lecz także osąd, ponieważ w Chrystusie, Jego słowach, istocie i losie widać wyraźnie nasze zagubienie. Poznać Go, znaczy poznać siebie; ale do tego nie chce dopuścić upór. Przyjęcie i zrozumienie Chrystusa jest możliwe tylko przez Tego samego, z którego mocy Syn Boży stał się człowiekiem – przez Ducha Świętego. To On otwiera oczy, uwalnia rozum i porusza serce. Tym samym powiedzieliśmy już, co przede wszystkim znaczy modlitwa do Ducha Świętego; prośbę, by On dał nam Chrystusa.

Chrystus pozostaje ukryty w postaciach historii, w podobieństwach, przesłonięty ludzką wolą, która nie znosi, żeby było coś innego niż tylko to co ludzkie; Duch Święty musi dać mi to, żebym umiał rozróżnić Chrystusa. Chrystus jest atakowany, Jego obraz i Jego posłanie otoczone są splotem nieporozumień, wypaczeń i wrogości; Duch musi uczynić pewnymi moje serce i rozum, abym znalazł do Niego drogę. Chrystus jest Jeden, Jedyny i zarazem jest po prostu „prawdą”: Duch musi dać mi „poznanie Jezusa Chrystusa”, które „przewyższa wszystko”, jak mówi św. Paweł, i dzięki któremu wiem o Nim z jednoczesną świadomością, że On wie o mnie. Chrystus jest między ludźmi jako „znak sprzeciwu” i Ten, „w którym objawia się tajemnica serca”.

W Nim dokonuje się wypełnienie lub zgorszenie, a wszystko sprzymierza się, aby oddzielić nas od wypełnienia i zgorszyć. Duch Święty musi obudzić w nas miłość do Chrystusa. Gdy ona jest, wszystko jest słuszne, gdy jej brak, wszystko staje się puste i męczące. Być poruszonym w sercu przez Chrystusa, odczuwać Jego istotę, brzmienie Jego głosu, życzliwość Jego zamiarów, pojmować, co to znaczy, że On przyszedł dla nas w miłości, odpowiedzieć na to i móc tym żyć – oto dar Ducha.

On uczy rozumieć Chrystusa, a w Chrystusie Boga; rozumieć Chrystusa, a w Nim nas samych. Jest rodzaj rozsądku, który nie pochodzi z ludzkiej mądrości, ale z oświeconego serca. W nim wiemy wtedy, o co chodzi. Wyczuwamy kierunek nawet w zamęcie i widzimy światło nawet w ciemności.

Duch daje odpowiedź na pytanie, na które nie potrafi odpowiedzieć żadna mądrość, ponieważ słowo „dlaczego” sąsiaduje w niej ze słowem „ja”. „Dlaczego ja muszę znosić to cierpienie? Dlaczego odmówiono mi tego, co mają inni? Dlaczego muszę być taki, jaki jestem?” Są to istotne pytania, najgłębsze i najbardziej rozstrzygające, a zarówno ludzie, jak i książki milczą w odpowiedzi. Odpowiedź na nie przychodzi jedynie wtedy, gdy wnętrze uwolni się od buntu i zgorzknienia. Nasza wola życia musi pogodzić się z tym, co jest, przez to, że rozpoznajemy w tym wolę Bożą; nie tylko jednak rozumem, lecz i sercem. Coś musi zostać oświecone w naszym najgłębszym wnętrzu i zgodzić się; dopiero wtedy owo „dlaczego” otrzymuje odpowiedź i przez prawdę staje się pokojem. Sprawia to Duch Święty.

Kościół w swych księgach ma kilka cudownych modlitw do Niego, które może bardziej niż wszystkie inne słowa potrafią wyrazić, o co chodzi. Pomyślmy choćby o sekwencji z Mszy świętej na Zesłanie Ducha Świętego: „Przybądź, Duchu Święty!” z całym jej niewypowiedzianym pokojem, czystą głębią i jaśniejszą ciszą, czy też o hymnie na nieszpory tego samego święta: „O, Stworzycielu Duchu, przyjdź!”, z bezgranicznym zaufaniem tej modlitwy.

Mówić o Duchu Świętym jest o wiele trudniej niż o Chrystusie albo o Ojcu. On usuwa się. Jest tak, jakby mówił: „Nie Ja, lecz Syn”. Jest przecież owym bosko pokornym, skrycie władającym, bezinteresownym, który nie chce niczego, jak tylko „czerpać z tego, czym jest Chrystus, i dawać to nam”. Dlatego o wiele bardziej można Go pojąć sercem niż rozumem, a do tego wyjątkowo dobrze nadają się takie pieśni jak te wymienione.

Na koniec z Duchem Świętym wiąże się nadzieja chrześcijanina. Istnienie nasze zamknięte jest w niewystarczalności i ciemności. Wiara mówi, że zachodzi w nas tajemnicze stawanie się, stawanie się nowego człowieka, stworzonego na obraz Chrystusa, oraz nowego nieba i nowej ziemi, o których mówi zakończenie tajemniczej Apokalipsy. Owo stawanie się jest jednak ukryte, a to, co widzimy w nas i dookoła nas, przeczy tej nowinie. Potrzebujemy więc nadziei. Daje ją Duch Święty. To On powoduje owo stawanie się, jest Nowym Stwórcą tego, co już zostało stworzone. Stara się o przyszłość, która ma być wiecznością. Tylko On może nam zapewnić tę przyszłość.

Oto wielka tajemnica: nasz najbardziej własny byt jest przed nami zakryty. Objawienie mówi chrześcijaninowi, kim jest, a on musi temu wierzyć. Musi wierzyć nie tylko w Boga, ale również Słowu Boga i swemu własnemu chrześcijaństwu, a to jest często bardzo trudne. Trzeba więc prosić Ducha Świętego o tę wewnętrzną pewność, która zwie się wiarą i nadzieją, a wyraża w miłości.

Romano Guardini, O Bogu żywym, tłum. A. Dworak, Wyd. PAX, Warszawa 1987, s. 144-146.