Dzień 8


Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: „Abba, Ojcze!” (…) Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.

Rz 8, 15. 26

Duchu Święty, najcenniejszy Gościu duszy, przy Tobie pragniemy stawać się lepszymi, aby godnie dotrzymać Ci towarzystwa. Przebywasz tak głęboko w nas, czyniąc z duszy swoje niebo (bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej), że nie mamy wyjścia i musimy ośmielić się na poufałość z Tobą; w przeciwnym razie ta intymna relacja by nas przytłoczyła. Starasz się nauczyć nas tego na wiele sposobów. Uczyniłeś nas córkami i synami, napełniając jednością ducha i jedną Krwią Syna, która od czasu ofiary Krzyża, z każdą Eucharystią coraz bardziej rozlewa się w naszych żyłach, przebóstwiając nas. Zamieniasz wówczas prawo lęku i niewolnictwa, którym na własne życzenie wiążemy się ze światem, w prawo miłości i wolności. Jesteś tak elastyczny, że pozwalasz, by owo przybranie za dzieci w każdym mogło się realizować w inny, odpowiadający danej osobowości, sposób. Udziel nam swojej spontaniczności i wyrozumiałości, byśmy nie oceniali naszych sióstr i braci, jeśli ich droga do Ciebie wydaje się bardzo odmienna od naszej (por. 1 Kor 12, 7-11). Nie mamy prawa nakładania ciężarów, ale obowiązek pokazywania miłości. Kto się zakocha, ten sam chętnie bierze ciężar, bo staje się on lekki. Odczuwa przynaglenie, a nie przymus; chce dojść do pełni, a nie poprzestać na koniecznym minimum (Veritatis splendor, 18). Pragniesz wejść z nami także w zjednoczenie małżeńskie, przygotowując nas poprzez różne etapy oczyszczenia duszy w prawdzie. Pierwszym  z nich jest chrzest, w którym wyrzekamy się kłamstwa i wchodzimy w codzienny ruch od śmierci grzechu do życia duszy. Zasiane wówczas ziarno podlewasz nieustającymi łaskami, a podczas bierzmowania pobudzasz do wydania pełnego dziewięciorakiego owocu (por. Ga 5, 22-23), którego pierwociny tak obficie porozrzucane są po każdym naszym dniu. Naucz nas pokory, której wymaga radosne przyjęcie daru, kiedy my nic nie musimy, bo Ty dajesz wszystko. Takie dziecięce ufność i tupet są konieczne w obliczu wielu prób, które czekają na nas w świecie; one budzą w nas pragnienie dopełniania udręk Chrystusa (por. Kol 1, 24), by dojść do pełnej chwały czekającego na nas dziedzictwa. Niech wiara i nadzieja będą naszą gwarancją na otrzymanie tego, na co z taką tęsknotą oczekujemy. Wielki poród wszechświata trwa, ale Ty wziąłeś na siebie towarzyszące mu bóle, stając się wielkim Akuszerem. Bierzesz w dłonie każde cierpienie i lęk, zmieniając je w najpiękniejszą pieśń chwały, w kosmiczną modlitwę, która niestety z rzadka jest słyszalna dla naszych nieprzebóstwionych uszu. Choć często zdaje się, że milczysz, Ty modlisz się w nas, my zaś mamy jedynie zdać sobie z tego sprawę. Nie zaspokajajmy już wszczepionego w nas pragnienia modlitwy ochłapami proponowanymi przez księcia świata. Zestrój zatem nasz słuch i puls z Twoim. Dopiero kiedy w biciu własnego serca rozpoznamy Twój rytm pokoju, a nie pośpiech i podenerwowanie (co wymaga niemałej czujności i stuprocentowej obecności w tu i teraz), poczujemy się na tyle pewni, by zacząć walczyć ze światem, stojąc na straży Twojego Królestwa. Walka ta zaczyna się w nas samych, w każdej pojedynczej duszy, która musi temperować trzy największe żądze naszego słabego i poranionego ciała: posiadania, przyjemności i władzy (A. Dagnino). Wejście na tę ścieżkę życia duchowego nie oznacza porwania na obłok ekstazy, ale raczej rzucenie w szarą rzeczywistość życia, która woła o przyniesienie jej Boga, o dopełnienie misji Chrystusa; ona prowadzi w głąb, gdzie znów możemy spotkać Twoją chroniącą obecność (por. J 17, 15-16). Ty jesteś naszą pomocą i z zewnątrz, i z wewnątrz, dzięki której możemy zawalczyć nie tylko o siebie, ale i o innych.

Przemieniaj serce każdego człowieka, gdyż w ten sposób odmieni się jedno serce całego Kościoła – Serce Jezusa Chrystusa, z którego Ty wypływasz (Deus caritas est, 19). Będąc Jego uczestnikami, stajemy się z każdym oddechem coraz bardziej podobni do jego Posiadacza, coraz bardziej pewni, że do Boga mamy wołać „Tato!”, powielając posłuszeństwo Jednorodzonego, które stanowi najwyższą formę uwielbienia, śpiewanego nie z kartki, a z serca (M. Delbrêl). Naucz nas modlitwy, której się nie odmawia, ale oddycha; która nie składa się z kwiecistych słów i myśli, ale z oddania Tobie. Wówczas wszystko będzie dobrze. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *