Chrzest


Chryste, ze świątyni Twego Ciała, z przebitego na krzyżu serca wypłynęła woda i rozlała się na wschód. Źródło prędko zmieniło się w rzekę, a rzeka w morze. Od tamtej chwili nie przestaje ona obmywać nas z trądu grzechów i oczyszczać; staliśmy się dzięki niej czyści aż do szpiku duszy, tak że w sanktuarium naszego śmiertelnego ciała spodobało Ci się zamieszkać wraz z Ojcem i Duchem. Możemy więc co dzień przekraczać morza czerwone historii, które ustępują, widząc, kto w nas przebywa. Ich potężne fale poruszone Twym Tchnieniem, „który wieje, kędy chce”, topią całą armię złowrogich myśli toczących z nami walkę duchową. Wody tej potrzebują także ziarna Twego Słowa rozsiewane z mocą Twego Ducha. Wówczas mogą obumrzeć i przejść do nowego życia. By wydać owoce, na czele z miłością, nie obejdą się jednak też bez Twego światła i ciepła, które niejednokrotnie pojawiało się już na ziemi: na Synaju, na górze Przemienienia czy w Wieczerniku w dniu Pięćdziesiątnicy. Miłość zaś to życie, to ogień, który przyszedłeś rzucić – to Ty. I o niej nie zapomniało Twoje pęknięte serce, gdy obok wody wydało krew – ośrodek życia; tę krew, którą pijemy z Kielicha nadobfitości Twego daru okazanej podczas wesela w Kanie. Tylko Ty z banału potrafisz uczynić misterium: z wesela zaślubiny duchowe, z wody wino, z wina Krew, z obmycia chrzest. Chrzest jest naszym pierwszym „tak”, które anihiluje grzech pierworodny i mocą Ducha obleka nas w Ciebie; każde kolejne „tak” mówione Ci każdego dnia niszczy inne grzechy z tego pierwszego wypływające. Mógłbyś to przecież zrobić od razu: jednym swym słowem oczyścić cały wszechświat. Szanujesz jednak wolność swego stworzenia i pragniesz je uczynić swym współpracownikiem; chcesz, byśmy sami przyszyli, sami się zanurzyli i sami doznali troistej radości wiecznej. Dawaj nam zawsze tej wody, tego wina, tej Krwi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *